Koszmarne warunki trzymania psów
Wpisany przez Administrator    Piątek, 29 Styczeń 2010 20:03    PDF Drukuj Email



20 psów trzymanych w skandalicznych warunkach zabrane zostały Franciszkowi P. z dwóch jego posesji w Jakubowie i Runowie w gm. Wągrowiec. Kontroli dokonywali inspektorzy Pogotowia i Straży dla Zwierząt w Trzciance. Rolnik przetrzymywał psy w kontenerach i specjalnie wykonanych dołach pośród rozkładających się zwierząt gospodarskich. Psy żywiły się padliną pozbawione były dostępu do światła i wody. Niektóre zwierzęta są w ciężkim stanie. Ich leczenie potrwa co najmniej kilka miesięcy. Gospodarz zatrzymany został przez policję na 48 godzin – w minioną środę przedstawiono mu zarzut znęcania się nad zwierzętami. Grozi mu za to kara do dwóch lat pozbawienia wolności.

O tym, iż psy u Franciszka P. mają złe warunki bytowania mieszkańcy wiedzieli od dawna. Nikt jednak nie interweniował, bo ludzie bali się zemsty. W końcu jednak jedna z kobiet poinformowała w miniony poniedziałek po południu organizację zajmującą się ochroną zwierząt. – Nasza reakcja była natychmiastowa. Po kilku godzinach od telefonicznej informacji (ok. godz. 18) byliśmy na miejscu ale właściciel nie chciał nas wpuścić na kontrolę. To było podejrzane, bo najczęściej ci, którzy nie mają nic do ukrycia bez obawy zgadzają się na sprawdzenie warunków w jakich żyją ich zwierzęta - informuje Weronika Jezierska inspektor Pogotowia i Straży dla Zwierząt w Trzciance.

Na miejsce wezwano więc policję, ale właściciel także i mundurowych nie chciał wpuścić na swój teren. – Mam taki zwyczaj, że po zachodzie słońca nikogo nie zapraszam na posiadłość – próbował tłumaczyć. Po kilkudziesięciu minutach od wizyty inspektorów na miejscu pojawili się lekarze weterynarii. Przygotowany był także nakaz przeszukania pomieszczeń. Straż pożarna rozpoczęła oświetlać teren. Ostatecznie Franciszek P. zmiękł i zgodził się wpuścić i policję i inspektorów Pogotowi i Straży dla Zwierząt. Rozpoczęła się kontrola posesji. – Pies rasy bernardyn miał złamaną przednią łapę, bo najechał na niego pojazd. Utykał tak od roku. Nie miał żadnej pomocy chirurgicznej. Spał pod gołym niebem razem ze spanielem, który był w fatalnym stanie. – Cały był w odchodach. Miał posklejane uszy i sierść. Nie miał wykonywanych żadnych zabiegów pielęgnacyjnych Bardzo bał się właściciela. Kiedy ten doszedł do niego pies skulił się jakby bił bity – ocenie Grzegorz Bielawski, prezes Pogotowia i Straży dla Zwierzą z Trzcianki.

Podobnie dotyku człowieka bały się psy trzymane w kojcu: owczarek kaukaski i rottweiler. Były całe przemoczone. Przebywały w odchodach stałych i płynnych. Buda nie chroniła ich przed zimnem.
Inspektorzy sprawdzali wszystkie pomieszczenia, ponieważ właściciel odmówił informacji, gdzie trzyma psy i ile ich jest. Po kilkunastu minutach pomiędzy stajnią a oborą odkryli dół w którym trzymane były trzy psy. - Nie miały one żadnej budy. Przed deszczem częściowo chronił je tylko eternit. Żyły także we własnych odchodach a do jedzenia nie miały nic innego jak tylko czaszkę prawdopodobnie od padniętego konia i to już w zasadzie tylko kości. W kolejnych pomieszczeniach także były zwierzęta. Tam, gdzie właściciel trzymał drób, w klatce siedziały dwa ratlerki. Suka i samiec. Do jedzenia miały padniętą kurę – a właściwie już tylko pióra. W klatce oczywiście nie było wody. Psy były przerażone – ocenia Grzegorz Bielawski, inspektor Pogotowia i Straży dla Zwierząt w Trzciance.

Jednak najbardziej przerażającego okrycia dokonano na polu mieszkańca Jakubowa. W zamkniętym kontenerze o powierzchni kilkudziesięciu metrów w ciemności utrzymywane były trzy psy rasy pekińczyk. Żyły one pomiędzy końskimi i bydlęcymi zwłokami w stanie zaawansowanego rozkładu. To był jakiś koszmar. Zanim te psy zabezpieczyliśmy właściciel polecił aby zabrać je z pola i wywieźć w inne miejsce. Jakie? Tego nie chciał powiedzieć.
Podczas dalszej kontroli na terenie należącym do mężczyzny policjanci i pracownicy pogotowia odkryli kilka miejsc, gdzie składowane były zwłoki zwierząt gospodarskich. Przykryte były folią. – Trudno powiedzieć co to było. Szczątki te nie nadawały się już do identyfikacji a Franciszek P. nie chciał podać skąd one wzięły się na jego terenie. Podobnie jak bażanty – do których własności nie chciał się przyznać i postanowił je wypuścić, mimo, iż zakazują tego przepisy łowieckie – informuje Weronika Jezierska z Pogotowia i Straży dla Zwierząt w Trzciance.

Sprawca nie chciał przyznać się do winy. Nie odpowiadał na żadne pytanie. A jak odpowiadał to bezczelnie i mówił nieprawdę. Nie wzruszał go los żadnego z tych psów. Bronił się przed ich wydaniem. Twierdził, że jednego otrzymał w prezencie i nie może oddać, spaniel który był w strasznym stanie podobno naganiał mu krowy. W końcu przy pomocy policji odebrano mu 10 psów, których utrzymywanie i stan zagrażały ich życiu i zdrowie. Przekazano je pod opiekę Pogotowia i Straży dla Zwierząt. W domu pozostały dwa psy w stanie dobrym ale mocno zapchlone. To york i kilkutygodniowy ratlerek.
Właściciela zatrzymała policja. Przewieziono go do Komendy Powiatowej Policji w Czarnkowie, gdzie spędził kilkadziesiąt godzin. Nazajutrz tj. we wtorek w obecności jego żony i dzieci dokonano przeszukania kolejnej jego posesji w Runowie. Tam znaleziono wszystkie ukryte wcześniej psy oraz kolejne w tragicznym stanie. – Zabezpieczyliśmy zagłodzone pekińczyki, bardzo chorą suczkę rasy spaniel, dwa labradory, małego psa mieszańca oraz kolejnego owczarka kaukaskiego i rottwailera. To było kolejnych 10 psów – mówi Grzegorz Bielawski.

- Niektóre psy były tak wygłodzone, że o mały włos nie pozagryzały by się o kromkę suchego chleba, nie mówiąc już o właściwiej karmie. Rzadko widuję psy w takim stanie. Na szczęście mimo, że boją się one dotyku człowieka są one bardzo przyjaźnie do niego nastawione. I wkrótce przywykną do tego, że ten niekoniecznie musi je krzywdzić poprzez głodzenie czy utrzymywanie w rażących warunkach – mówi Wanda Jerzyk, inspektor organizacji zajmującej się ochroną zwierząt.



Grzegorz Bielawski Pogotowie i Straż dla Zwierząt w Trzciance

Właściciel tych psów nie okazał aktualnych szczepień przeciwko wściekliźnie. Przekazał nam jedynie książeczki zdrowia psów ale w większości nie były to książeczki jego psów tylko innych osób. Pewnie zakupił od nich te psy i już je posprzedawał dalej lub po prostu umarły mu. Co ciekawe – te zwierzęta z których miał pieniądze – czyli konie, bo zajmował się ich utrzymywaniem i sprzedażą oraz krowy, bo sprzedawał ich mleko – te miał w doskonalej kondycji. Wniosek jest wiec prosty – utrzymywał właściwie tylko te, które przynosiły mu zysk. A ze szczekania zysku nie ma żadnego. Stąd taki stan tych psów.
O kontroli i zabezpieczeniu 20 psów powiadomiliśmy już władze gminy Wągrowiec. Wójt na dniach powinien wydać decyzję administracyjną pozbawiającą czasowo Franciszka P. prawa do opieki nad tymi psami. Na pewno przed sądem będziemy domagać się przepadku tych psów które zostały zabezpieczone oraz tego aby właściciel miał zakaz trzymania psów orzeczony na maksymalny okres tj. 10 lat.


Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
:(
Tomek 2010-02-18 12:16:43

brak słów na ludzką głupote
zwyrodnialcy
marta 2010-02-20 21:26:38

brak szacunku dla istot zyjacych ,za male kary dla takich drani ,znieczulica
potworna .
...
Mr. Buggle 2010-03-03 14:41:08

Biedne pieski, nie ma dwóch zdań.
Szczęście jednak, że mamy Grzesia
Bielawskiego:D To nie człowiek...to SUPER człowiek...brakuje mu tylko
pelerynki:D
wstyd
sylwia 2010-03-03 19:49:27

Takie historie sprawiają że jest mi smutno,co się dzieje z tym światem.Chcę
podziękować tej osobie za telefon.Zakńczyła przynajmniej cierpienia tych
zwierząt.
Anonimowy 2010-03-05 18:50:00

powinni ukarać takich ludzi a jak by ludzi zwierzęta tak traktowały?Zal
Beta28 2010-03-10 15:02:42

Ostatnio w radiu usłyszałam, że w USA, jeśli dobrze pamiętam to w Denver za
znęcanie się nad psem można zostać powieszonym. No cóż, my żyjemy w
Polsce...
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."